Menu

Moja klawiatura

O wszystkim i o niczym

Nie cierpię wpierdalaczy...

modliszka568

Tytuł może za ostry, ale bardzo mnie dzisiaj zdenerwowała pewna sytuacja.

Siedziałam ze współpracownikami w stołówce, dziewczyny plotkowały, a ja w zasadzie mało się odzywałam, bo wolałam skupić się na jedzeniu. W pewnym momencie rozmowa dziewczyn zjechała na temat kolegi, który chwilę wcześniej opuścił stołówkę. Jedna z dziewczyn powiedziała: "on kiedyś powiedział, że gdyby jego dziewczyna nie pracowała to by ją rzucił". Zaczęło się ogólne oburzenie, ja tylko się zaśmiałam i wtedy kobieta na przeciwko mnie zwróciła się bezpośrednio do mnie. Zaczęła mówić, że ona też kiedyś była młoda i głupia, robiła różne rzeczy, a dopiero z czasem jej nastawienie się zmieniło. Ogólnie mówiła dużo, a ja słuchając jej cały czas zastanawiałam się: "Ale dlaczego ona to mówi tylko do mnie?". W tamtej chwili byłam tak zszokowana, że ledwie do mnie docierało co ona w ogóle wygaduje. Rozumiałabym, gdybym powiedziała, że popieram tego chłopaka, ale ja to wyśmiałam, co powinno być odebrane, jako śmianie się z głupiego myślenia. Dopiero później dotarło do mnie, że ona uważa, że ja chyba jestem jakąś materialistką i liczy się dla mnie, aby mąż mnie utrzymywał i przyszło wkurwienie. Szkoda, że tak późno, bo już nie chciałam na nowo zaczynać tego tematu. 

Nie potrafię zrozumieć, jak kobieta, która nigdy ze mną nie rozmawiała, a już tym bardziej nie na tematy związane z moim małżeństwem, czy życiem może twierdzić, że mam zły stosunek do swojego męża. Jak może mówić, że powinnam być przygotowana na to, że kiedyś mój mąż lub ja możemy stracić pracę i musimy się wtedy wspierać skoro nie zna naszej historii zawodowej. Ja uważam, że mój stosunek jest całkiem dobry i nie zamierzam go zmieniać, a jeśli będę chciała z kimś na ten temat porozmawiać to zrobię to z moim mężem, a nie z osobami trzecimi, które do mojego małżeństwa w ogóle nie powinny się wpierdalać. A już tym bardziej nie będę słuchać rad rozwódki, która najwidoczniej nie potrafiła być dobrą żoną i zatrzymać przy sobie męża za to chwali się prawo i lewo, że były ją utrzymuje i kupuje jej drogie ciuchy. 

Nie cierpię takich znawców życia, którzy myślą, że wiedzą wszystko, a tak na prawdę nie wiedzą nic.

Uczę się szyć

modliszka568

Kupiłam maszynę do szycia. Można powiedzieć, że od dawna o niej marzyłam tylko zawsze to był zbyt duży wydatek, ale w końcu jest. O taka o:

i-lucznik-weronika-2008

No i uczę się szyć. Szkoda, że nie ma do niej instrukcji opisującej jakich programów używać do poszczególnych stopek, a tych jest dość sporo. Przydałaby się też lista programów i ich nazwy, bo gdy czytam w internecie, że coś najlepiej szyć danym ściegiem to właściwie nie wiem, który to ścieg, tzn. jaki ma znaczek na maszynie. 

Na razie ogarniam ścieg prosty i zygzak. Próbuję też szyć igłą podwójną, gdyż chciałam naprawić bluzkę, w której takie wykończenie się spruło. Dwa razy musiałam rozpruwać, bo nici się plątały, materiał się pomarszczył i co jakiś przepuszczało nić (nie łapało jej od dołu). Poszukałam rozwiązań w internecie, ustawiłam naprężenie nici i jest możliwie. Nadal w kilku miejscach nić jest przepuszczona- pewnie przez to, że co jakiś czas zatrzymywałam maszynę, żeby poprawić materiał (nie chciało mi się fastrygować). Z daleka tego nie widać, więc już tak zostawię. W planach mam jeszcze zwężenie kilku sukienek, które dostałam od siostry- na nią były za ciasne, a na mnie są jeszcze za szerokie :)

Szycie wciąga :)

Powiedzenie

modliszka568

Jest takie powiedzenie: "Człowiek uczy się przez całe życie".

Wczoraj zaczęłam wypisywać zaproszenia na ślub. Wypisałam, złożyłam, wzięłam wstążkę, żeby zawiązać na nim kokardkę i... uświadomiłam sobie, że tak na prawdę nie umiem ładnie wiązać kokardki. Wydaje się to proste, bo przecież od dzieciństwa zawiązujemy kokardki na butach. Tylko sznurówki to nie wstążka. Sznurówki nie mają błyszczącej i matowej strony, nie ważne jak się ułożą. Wstążka musi błyszczeć -kokardka ma błyszczeć, cała! W dodatku musi być związana ciasno. 

Na szczęście jest internet :D Obejrzałam kilka filmików na YouTube, ale nawet mimo tego ciężko jest ogarnąć ruchy. Metodą prób i błędów jakoś poszło. Po godzinie miałam już gotowych aż 5 zaproszeń :D No może trochę przesadzam, ale i tak było ciężko.

M. widząc jak się męczę stwierdził: "to już wiem dlaczego nie przyszły związane" xD

Już pomijam to, że imiona i nazwiska gości wypisuję ręcznie, więc każdej literce trzeba poświecić więcej czasu, bo przecież musi być ładnie, równo i jeszcze całość musi się zmieścić w wykropkowanym miejscu.

Hej kolęda

modliszka568

W tym roku po raz pierwszy przyjęliśmy księdza po kolędzie. Dotąd tego nie robiliśmy, gdyż wynajmujemy mieszkanie i nie chciałam się zapisywać do tutejszej parafii. A i z naszą wiarą nie było najlepiej, jako że ślub cywilny uniemożliwił nam uczestniczenie w sakramentach. 

Po wielu kłótniach zakopaliśmy topór wojenny. Można by nawet rzec, że pokochałam swego męża na nowo. Postanowiliśmy zmienić nasze życie i wziąć ślub kościelny. Zdążyłam się już nasłuchać, że czeka nas długa droga, nauki, poradnia rodzinna itp. Ale pierwszy i najważniejszy krok to było w ogóle pójście do kościoła. Miałam mnóstwo obaw, czy synek będzie grzeczny, bo przecież nigdy nie chodził... Ale poszliśmy i było dobrze. Książa widać, że sympatyczni, pełno dzieci biegających po kościele i nikt się z tego powodu nie denerwował.

Drugi krok- zapisać się do parafii. Przeważnie pary biorą ślub w miejscowości, z której pochodzą. Ja w swojej nie chciałam, gdyż nie czuję, aby właśnie tam była moja parafia. Nawet nie znam tam księży, gdyż zmienili się od czasu kiedy chodziłam tam na mszę. Mąż z kolei nie ma swojej parafii w mieście rodzinnym, gdyż jego rodzice zmieniając miejsce zamieszkania i zapisując się do nowej nie podali go jako osoby z nimi mieszkającej. A więc wybraliśmy się do tej, do której należy nasz blok. Do niej zresztą też zaczęliśmy chodzić na mszę. O dziwo z zapisaniem się nie było problemu, tzn. księdzu nie przeszkadzało, że tylko wynajmujemy mieszkanie i nie jesteśmy tu zameldowani. A skoro już jesteśmy parafianami to oczywiście wypadało zaprosić księdza z wizytą duszpasterską.

No i przyszedł wczoraj. Czekaliśmy na niego zestresowani od 16. Nastawiłam się psychicznie na pytania "A dlaczego dopiero teraz przyjmujecie księdza?", "Czemu tyle lat żyjecie bez ślubu kościelnego?" itp. W kopercie przygotowałam 50 zł chociaż na stronie parafii podano, że podczas kolędy będzie zbierana składka na remont kościoła, a rada parafialna ustaliła kwotę 100 zł. Na naszą kieszeń to bardzo dużo, więc pomyślałam, że w razie czego powiem zgodnie z prawdą, iż więcej nie mam. 

O 21:15 zjawił się ksiądz. Modlitwa, chwila rozmowy, pytania jak nam się żyje, czy mamy pytania do niego- mieliśmy kilka odnośnie ślubu. Potwierdził to, co już wcześniej powiedział nam inny ksiądz, gdy pytaliśmy o udzielenie ślubu i oczywiście nie musimy przechodzić żadnych nauk, gdyż już tyle lat jesteśmy małżeństwem, jedynie dostarczyć metryczki miesiąc przed ślubem. Na odchodne mąż podał kopertę, na co ksiądz "Schowajcie to. Nie to jest najważniejsze. Fajnie, że w ogóle mnie przyjęliście." 

:) Są jeszcze porządni księża. Aż chce się chodzić do kościoła.

 

Zima

modliszka568

 - "Mama, chcę, żeby już zawsze był śnieg" :)

20161111_123649220161113_142335120161113_14245120161113_11221020161113_111632220161113_11224920161113_14215320161113_142539220161113_14222320161113_111911220161113_1425581

 

© Moja klawiatura
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci