Menu

Moja klawiatura

O wszystkim i o niczym

Eks dziewczyny mojego męża

modliszka568

Z ćwiczeniami na razie nic mi nie wyszło, bo jednak nie mogę się przełamać aby wyginać się przed mężem. Od poniedziałku będzie chodził do pracy w dzień to może wtedy mi się uda. Aczkolwiek z moim zapałem do takich rzeczy jest tak, że zwykle znika szybciej niż się pojawił.

Dzisiejszy wieczór został zaplanowany inaczej niż zwykle. W końcu gdzieś wyjdziemy. A okazja wzięła się stąd, że znajoma z daleka wpada do naszego miasta, więc trzeba się spotkać. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że owa znajoma jest byłą mojego męża. A właściwie to jego pierwsza miłość. Może to trochę dziwie, bo nigdy nie byłam za tym, aby mój partner utrzymywał jakiekolwiek kontakty ze swoimi ex. Ale swego męża poznałam, gdy już miał z nią stosunki przyjacielskie (zresztą nie tylko z nią, on po prostu lubi przyjaźnić się ze swoimi byłymi). Nie mogłam powiedzieć: Masz zerwać tę przyjaźń, bo to mi się nie podoba. Wyszłabym na zbyt zazdrosną i pewnie tylko bym go odstraszyła, a jak już zdecydowałam się z nim wiązać to w końcu wiedziałam za kogo wychodzę i nie brałam kota w worku. Z tego co zauważyłam lepiej jak już facet przyjaźni się ze swoją byłą (o ile nie wspominają starych "dobrych" czasów) niż miałby bez przerwy nawijać jakie to te jego byłe były niedobre. Jeżeli chłopak źle mówi o swojej byłej, w przyszłości tak samo będzie opowiadał o nas. Można zrozumieć jeśli to jest jedno zdanie powiedziane między wersami, ale są typy mężczyzn, którzy przy każdej okazji wręcz lubią opowiadać jaka to Hanka była niedobra, jak oni się z nią męczyli i czasem jeszcze podkreślają to wulgarnymi epitetami. Wtedy zawsze nasuwa mi się pytanie "Wiec po jaką cholerę z nią byłeś?". Mój mąż na szczęście masochistą nie był.

Tak się dziwnie złożyło, że dziś to ja mam lepszy kontakt z jego byłą niż on. Chyba po prostu przestało mu zależeć na tej przyjaźni i to bez mojej pomocy. Ja z kolei jestem raczej towarzyską osobą i im więcej znajomych tym lepiej. Zwłaszcza, że i tak ostatnio nie ma ich zbyt wielu w moim otoczeniu, więc każdy jest ważny. Chociaż czasem przechodzi przez głowę myśl, że może by tak te byłe odgonić? Ale powodów do zazdrości na szczęście nie mam. Każdy ma już swoją miłość, więc mogę być spokojna.